poniedziałek, marca 23, 2015

#CO TAM U NAS?

Korzystając z tego, że Wojtek jest w pracy, napiszę co nieco o tym, co (poza wycieczkami, plażami itd) u nas słychać.


No właśnie, Wojtek jest w pracy, bo już pracuje :) Co niektórzy uważają, że to najlepsza praca na świecie, ponieważ Wojtek jeździ meleksem! Jego praca polega na przywożeniu, zawożeniu i rozwożeniu różnorakich pakunków pomiędzy magazynami, restauracjami i innymi ważnymi punktami w Taronga ZOO. Jak na pierwszą pracę w Sydney jest ok, zważywszy na to, że praca nie jest ciężka, a zarobki całkiem dobre.
Wojtek i jego narzędzie pracy (z naszej wycieczki do ZOO)

Ja jeszcze nie pracuję, ale niebawem się to zmieni. Jak już wcześniej wspominaliśmy, podpisałam wstępne papiery do pracy jako kelnerka w jednej z restauracji w ZOO. No, ale żeby nie było tak łatwo, same chęci do pracy i doświadczenie nie wystarczą, żeby zostać kelnerką w Nowej Południowej Walii. Musiałam więc udać się na kurs RSI - responsible service of alkohol. Przez 6 godzin oglądałam filmiki o tym, że młodzi ludzie piją do upadłego, wdają się w bójki, lądują w szpitalu i to jest straszne (ten temat zajął jakieś 3 godziny kursu). Specjalnie dla naszych wiernych czytelników udało mi się zrobić kilka zdjęć!
 Tutaj pan chyba dyrektor szpitala opowiada o tym, ilu młodych ludzi po przedawkowaniu alkoholu trafia każdego dnia do szpitala.
A to jest "książka" z quizami, wykreślankami, testami, krzyżówkami oraz innymi niezwykle fascynującymi zagadkami. Najlepsze były zadania w stylu "spróbuj zrozumieć o czym mówi ten pan (oczywiście w australijskiej odmianie angielskiego, czyli w języku magów) i odpowiedz na kilka pytań". Łatwo nie było, ale jakoś dałam radę.

Druga część dotyczyła już samej pracy z alkoholem. Przez kolejne 3(!) godziny słuchałam o tym, że nie wolno sprzedawać alkoholu nieletnim i nietrzeźwym. Jak już przeszłam przez 6 godzin nudy, nadszedł czas na test. I tutaj stwierdziłam, że jednak mój angielski nie jest taki słaby, skoro każde pytanie zrozumiałam, a nawet udało mi się poprawnie odpowiedzieć (nie, pytania nie były wyłącznie zamknięte i nie były to również wykreślanki i krzyżówki;). Uzyskałam więc certyfikat odpowiedzialnego serwowania alkoholu i mogę zaczynać pracę. Przed chwilą dostałam informację, że istnieje szansa, że już w tym tygodniu zacznę!
Dowód na moją odpowiedzialność!

A co poza pracą...
O, może opiszę co stało się kilka dni temu i czemu nie mogliśmy się przestać dziwić. Przywieźliśmy ze sobą pewną kwotę w dolarach kanadyjskich. Więc trzeba było wymienić je na australijskie. Jako, że wiedzieliśmy, że możemy dokonać tego w naszym banku, udaliśmy się tam i... miła pani poinformowała nas miłym tonem, że oczywiście możemy u nich wymienić pieniądze, ale lepiej, żebyśmy zrobili to w WESTERN UNION, ponieważ oni (nasz bank) pobierają prowizję, a WU nie... Więc idźcie tam, bo bardziej się wam to opłaci. Przez chwilę myśleliśmy, że to taki żart, ale pani mówiła całkiem poważnie.

Znaleźliśmy też sposób na suszenie prania, kiedy nasza współlokatorka akurat zajęła całą suszarkę na pranie. Wojtek nie na darmo studiował tyle lat - jego pomysłu na rozwieszenie prześcieradła nie powstydziłby się najbardziej wykwalifikowany inżynier!
Prześcieradło wyschło, nawet całkiem szybko.

Pamiętacie chińską maszynkę do nie wiadomo czego?
Teraz już wiemy, że służy ona do przyrządzania ryżu!

Wczoraj pisaliśmy o tym, że pod domem rozstawiono żurawia, co daje nam nadzieję na koniec odwiertów w skale.
 Dementuję - odwierty trwają w najlepsze. Wojtek jeszcze nie wie, bo poszedł do pracy zanim wielkie wiertła rozpoczęły swój koncert.

Wiele osób pyta nas, czy w Australii są ziemniaki.
 Są ziemniaki!
 Jest i cebula!
A także wiele innych, doskonale znanych nam warzyw!

Ponadto Wojtek jest zachwycony, że może oglądać mecze NBA o normalnej porze, do obiadku. Bo będąc w Polsce, trzeba było zrywać się o 3-4 w nocy, bo przecież mecz taki ważny.

A co do meczu - brawo KOSY! Ula, Agata - dziękujemy za Twittera! Niestety mecze Polskiej Ligi Lacrosse odbywają się w środku nocy...

Nigdy nie czytałam HP, dlatego Wojtek postanowił zrobić mi prezent i zakupić książkę. Oczywiście po angielsku... Mam wrażenie, że to najlepiej wydane 10$ na lekcje angielskiego w moim życiu :)

A tak poważnie, to zadanie domowe już odrobione i teraz idę robić obiad, bo Wojtek już wyszedł z pracy :) Wszystkim czytelnikom życzę miłego dnia :)

Lidka


1 komentarz:

  1. Bardzo fajnie się czyta! Pewnie nigdy mnie tam nie wy wieje, ale każda wiedza ubogaca więc wielkie dzięki za bloga:) Szczerze mówiąc wszystkie wpisy poszły na raz. Bawcie sie dobrze!

    OdpowiedzUsuń