czwartek, marca 26, 2015

#PLAŻOWICZE #2

W ciągu ostatnich kilku dni odwiedziliśmy kolejne plaże. Dziś Cronulla, Maroubra i Coogee :)

Jak już wspominaliśmy, Sydney jest rajem dla plażowiczów, surferów i amatorów pięknych widoczków. Odwiedziliśmy więc kolejne przepiękne plaże. Dużym plusem lokalizacji naszego mieszkania jest to, że do wielu plaż mamy godzinę drogi :) Możemy więc dowolnie komponować nasze plażowe wycieczki :)

#1 Cronulla Beach

Kilka dni temu pod wpisem o plażowaniu pojawił się komentarz Pani Moniki, że koniecznie powinniśmy zobaczyć tę właśnie plażę. Niewiele się zastanawiając, powstał plan. Wojtek wrócił z pracy, a Lidka już czekała z obiadem i spakowanym plecaczkiem. Szybko wsiedliśmy w pociąg i... dotarliśmy na plażę.

Plaża rzeczywiście zapierała dech w piersiach. Oprócz surferów, którzy są tu całkowitą normalnością, spotkaliśmy kajakarzy oraz ludzi na kitesurfingu a także jednego na wind surfingu. Wszystkiego spróbujemy :)
Kilka widoczków:





  Najprzyjemniejsza lekcja angielskiego w moim życiu:) (Lidka)


Cronulla jest przepiękną plażą dla spacerowiczów. Jest bardzo długa, a zejście do wody jest płaskie, przez co spacerowanie brzegiem jest bardzo przyjemne. Cronulla jest ulubioną plażą Lidki.

#2 Maroubra Beach

Lubimy plażowanie i lubimy wycieczki, a najchętniej łączymy obie te rozrywki. Wczoraj wywiało nas na Maroubra Beach, a stamtąd dospacerowaliśmy do kolejnej plaży, o czym później.
O tej plaży dowiedzieliśmy się ze stron internetowych, poświęconych najpiękniejszym plażom Sydney. Komu w drogę, temu czas, więc spakowaliśmy plecaczek i wyruszyliśmy. Tutaj będzie ciekawostka. Na drugim końcu świata środki transportu usypiają Wojtka równie skutecznie, jak w Polsce :)
 Rugby plażowe!

 Wojtek oddaje się przyjemności czytania





Maroubra jest z kolei ulubioną plażą Wojtka. Idealne fale na naukę surfingu. Już nawet sprawdzaliśmy ceny desek, pianek i kursów i... mamy nadzieję, że zaczniemy już niedługo!

Po nacieszeniu oczu wyruszyliśmy w drogę do następnej plaży. Spacer trwał około godzinę. A co zobaczyliśmy po drodze...?
 Jeśli ktoś nie ma ochoty na walkę z falami, a chce tylko w spokoju popływać, może sobie iść na... basen nieopodal plaży. Do tej pory takie baseny widzieliśmy prawie przy każdej plaży. Świetne rozwiązanie, bo walki z falami nie można nazwać pływaniem, a taki basenik tylko zachęca :)

 Drodzy Rodzice - to naprawdę wygląda tak strasznie tylko na zdjęciach, nie ryzykowaliśmy życia!
 Mamy pewną ciekawostkę związaną z takimi miejscami. Otóż - wejście tam nie jest zabronione. W Sydney ogólnie nie widzieliśmy zakazów wejścia (poza prywatnymi posesjami oczywiście). Są tylko znaki ostrzegawcze, że może być ślisko. Jeśli chcesz wejść - wchodź, ale na własną odpowiedzialność. Wczoraj śmialiśmy się z tego, że w Polsce takie miejsce zostałoby otoczone drutem kolczastym, czterema znakami zakazu, a za krzakiem czailiby się strażnicy miejscy!
 Wojtek znalazł pierwszego dziko rosnącego kaktusa!
Oszczędzaliśmy, kupowaliśmy najtańszy makaron, przeszliśmy kawał drogi na aukcję tego domu i ktoś nam go sprzątnął sprzed nosa... Musimy poszukać innego...
 Chociaż ten dom miał taki piękny widok z okien...
 Nie wiedzieliśmy do końca, czy to jest ścieżka, czy tylko takie sobie miejsce usypane kamyczkami... więc poszliśmy przed siebie :)
 Nie wiemy co napisać o tym miejscu, to było niesamowite i nieprawdopodobne :)
 Lidkę próbowali nawet porwać kosmici! Ale nie trafili swoim promieniem ściągającym!
 Wojtek też znalazł swoje miejsce! Przypuszczamy, że ta skała to piaskowiec. Gdzieś słyszeliśmy, że Sydney ogólnie jest położone na skale. A ten cały piaskowiec jest twardy jak tytan, sądząc po odgłosach kucia na budowie, którą mamy za oknem...
 Małe muszelkowe żyjątka, "rosnące" na ścianie :)


 Ładny widoczek! Postawmy tam ławkę! Niech się ludzie zrelaksują! bardzo podoba nam się pomysł z ławkami w uroczych miejscach. Po drodze spotkaliśmy kilka takich ławeczek.
I w tym miejscu docieramy do drugiej plaży dnia wczorajszego, a mianowicie:

#3 Coogee Beach

Pierwsze spojrzenie na plażę docelową. Niedaleko tej plaży mieszkają Sandra i Michał, dlatego mogliśmy się z nimi spotkać :)




Niestety nie mogliśmy zbyt długo cieszyć się urokami Coogee, ponieważ zrobiło się zimno... jak na krótkie spodenki :) Jakby nie było, u nas jest już jesień! A więc kąpiele w morzu będą coraz rzadsze... Tak, dobrze czytacie - w morzu, bo my kąpiemy się w Morzu Tasmana, a nie w Oceanie (chociaż Wojtek mówi "chyba Ty, ja tam się kąpię się w oceanie). Na dowód mapka googla - nie może się mylić:

Ale to morze podoba nam się bardziej niż Bałtyk, chociaż czegoś nam brakuje... Np. okrzyków: goooooooooooooootowana kukurydza orzeszki w karmeluuu popcoooooorn!
www.svetomir.blox.pl
Nie ma także klasycznych polskich parawanów, chociaż wiaterek mocniejszy niż nad Bałtykiem!
I szczerze mówiąc, tutaj rzadkością jest nawet kocyk. Natomiast nikogo nie dziwi, że elegancki pan, wracający z pracy zahacza o plażę popływać. Nie jest dziwne tez to, że ludzie podróżują komunikacją miejską cali w piasku i jeszcze mokrzy, często z deską surfingową pod pachą. To wszystko jest normalne. W tym mieście plaż jest na tyle dużo, że nigdy nie wiadomo, kiedy się na jakiejś wyląduje. Co więcej, plaże tutaj są bardzo czyste. Zresztą nie tylko plaże - wszystkie trasy spacerowe i nasze ulubione klify - nie ma tam kosza na śmieci co 20 metrów, a i tak jest czysto. I bardzo nam się to podoba!

Dołączyliśmy więc kolejne 3 plaże do naszego dorobku! Niebawem kolejne!

0 komentarze:

Prześlij komentarz