Przyszedł taki moment naszej wyprawy, że zaczęliśmy szukać pracy. To tu, to tam... Wczoraj Wojtek miał rozmowę o pracę właśnie w Taronga ZOO.
Lidka stwierdziła, że też idzie, bo co się będzie kisić w domu... Efekt jest taki, że oboje podpisaliśmy papierki. Wojtek jako magazynier, Lidka jako kelnerka w restauracji :)
Więc na dniach zaczynamy pracę. A jako pracownicy ZOO, musimy wiedzieć co gdzie się znajduje, więc dostaliśmy wejściówki! Chwilę po otrzymaniu informacji, że za kilkanaście godzin będziemy za darmo oglądać kangury, wombaty i koale, Lidka już skrupulatnie planowała trasę wycieczki!
I dziś nadszedł ten wielki dzień!
Uwierzcie nam na słowo, że na powyższym zdjęciu jest pływający dziobak. Słabe światło i zakaz używania lampy błyskowej nie pozwoliły nam na zrobienie dobrego zdjęcia...
Postanowiliśmy więc nagrać filmik :) Na którym też niewiele widać, ale coś tam zawsze:)
A tutaj już lepiej widoczna kolczatka, czyli kolejny dziwoląg - ssak, znoszący jajka.
Pierwsza fotka z kangurami :)
Te kangury żyją, tylko śpią :)
Jest i diabeł tasmański! Taki z niego szczuro-pies!
Jaskinia wombatów... I smutne zderzenie z rzeczywistością. Bardzo chcieliśmy zobaczyć te urocze stworzenia, jednak jak się okazało, wombaty przesypiają 16 godzin w ciągu doby i wychodzą na zewnątrz tylko wieczorem. I znów złe światło, zakaz używania lampy i w dodatku wombaty w samym środku słodkiego snu. Na poniższym zdjęciu są dwa okazy, zwinięte w kłębki. Udało nam się nawet za drugim razem zobaczyć jak się ruszają, jednak patrzenie przez szybę, to nie było to, czego chcieliśmy :( Ale! Wojtek właśnie wyczytał, że kangury i wombaty można karmić w ZOO niedaleko Melbourne... więc wiemy dokąd jedziemy na wycieczkę, kiedy już będziemy bogaci!
A tutaj Wojtek i jego przyszły pojazd pracowniczy :)
Prawdopodobnie to właśnie w tej restauracji będzie pracować Lidka :)
Wojtek i jaszczurka (dzika, łaziła po chodniku)...
Wojtek i jego kartonowy przyjaciel :)
Ulubione zwierzęta Lidki
Wojciech dopuścił się czynów heroicznych! Aby zdobyć piękne piórko czerwonego ptaszka musiał przebić się przez gąszcz dżungli... zaryzykował życie, aby zdobyć piórko dla swojej kobiety!
A tymczasem jego kobieta knuła z Szeregowym, Skipperem, Rico i Kowalskim!
Następnie wybraliśmy się do foczego teatru na pokaz umiejętności trzech fok. Imion nie pamiętamy, ale było ekstra. Zamiast zdjęć mamy nagrany filmik, musimy go pociąć i wrzucimy kilka najciekawszych scen ;)
Hipopotam...
A z Lidką już nie chciał zdjęcia!
Koguty i kury!
A tutaj byliśmy na Bird Show! Pani przywoływała ptaki, które pokazywały różne sztuczki. Było super :)
A później... mieliśmy niesamowite szczęście! Trafiliśmy na karmienie koali! Koale śpią minimum 20 godzin dziennie. Nam udało się trafić na tę chwilę aktywności, pomiędzy drzemkami!
Zastanawialiśmy się jak to jest możliwe, że koala śpi w takiej pozycji i nie spadnie...
Koale pożuły eukaliptus, poskakały po drzewach:
(dla niecierpliwych, akcja od 00:35)
i po 20 minutach znów słodko drzemały!
I tutaj będzie ciekawostka! Koale nie mają wrodzonej zdolności do trawienia eukaliptusa. Mały koala do 5 miesiąca życia żywi się mlekiem matki. A potem... wcina jej kupę. Dlaczego? Aby, wprowadzić do swojego układu pokarmowego odpowiednie bakterie, które później pozwalają koali żywić się właśnie eukaliptusem...
Już wiele osób pytało nas czy widzieliśmy węże. Tak. W ZOO. Dużo.
Tu Lidka się cieszy, choć chwilę wcześniej przeżyła chwile grozy... Starsza Pani Australijka postanowiła zrobić psikus Lidce wpatrującej się w węża, szczypiąc ją w ramię robiąc "sssss". Lidka wcale na początku się tak nie cieszyła :)
A tutaj już powrót do kangurków :)
Tak właśnie minął nam wtorek :) Zoo co prawda było dużo większe, nas jednak głównie interesowały zwierzęta australijskie. Po wstępnym zapoznaniu z tutejszą fauną doszliśmy do wniosku, że teraz czas spotkać te zwierzaki w ich naturalnym środowisku! (poza wężami). Podobno w Sydney jest kolonia pingwinów małych, nie omieszkamy sprawdzić :)
Jak możecie zobaczyć, na części zdjęć nie widać klatek zwierząt. To dlatego (#ciekawostka), że trasy do zwiedzania prowadzą przez klatki/wybiegi bezpiecznych zwierząt. Nie wolno jednak schodzić ze ścieżki, więc jeżeli zwierzak sam nie podejdzie i nie zapozuje do wspólnego zdjęcia, trzeba zadowolić się fotką z daleka (tak jak nasze z kangurami)
















































0 komentarze:
Prześlij komentarz