niedziela, stycznia 17, 2016

# ŚWIĘTA PO AUSTRALIJSKU

Dostaliśmy wiele zapytań o to, jak w Australii obchodzi się Boże Narodzenie.

Do Bożego Narodzenia najpierw trzeba się porządnie przygotować.
Zadbać o choinkę...
 ... o ozdoby świąteczne także...

 ... oraz zadbać o świąteczne ciasto. Nie jest to łatwe, kiedy w domu nie masz stolnicy...

 ... ani wałka do ciasta. Ważne że na tym drugim końcu świata masz przyjaciół, którzy sprzedadzą Ci patent z butelką od piwa w roli wałka. Z tego miejsca pozdrawiamy Martę!
 Ale nie zabrakło rąk do dekorowania ciasta...
 ... ani chętnych do wykończenia miski po masie do ciasta.
Wyszykowani, z ciastem, sałatką jarzynową (bo taki dostaliśmy przydział) i prezentami, udaliśmy się do Marty i Wojtka na kolację wigilijną.
 Należy wspomnieć, że była to nasza pierwsza wigilia tak daleko od domu, bez rodziny i bez ujemnych temperatur (co akurat jest plusem). Ciasto, jak dowodzi poniższe zdjęcie, było jadalne, a co więcej - wszystkim smakowało.
 Po kolacji, podczas której na naszym stole zagościły tradycyjne potrawy wigilijne, nadszedł czas na prezenty i kolędowanie.
Jakie są różnice pomiędzy polską, a australijską wigilią? Australijczycy nie obchodzą wigilii. 24 grudnia jest dla nich dniem jak każdy inny i nie kończy się uroczystą wieczerzą. Nie wiedzą też co to jest pasterka, ale spokojnie, polskie parafie zapewniają nawet opcje wyboru godziny - 22 i tradycyjna 24.  Australijskie Boże Narodzenia zaczyna się 25 grudnia, kiedy to tysiące ludzi postanawiają spędzić ten dzień na plaży. 
 My wybraliśmy się ze znajomymi na Coogee Beach, czyli plażę, na której spędzaliśmy również Wielkanoc.
 A na plaży tysiące osób. Tutaj już mamy dosyć widoczną różnicę. Australijczycy, odziani w stroje plażowe i czapki mikołaja, cieszą się piękną pogodą, wolnym dniem i możliwością spędzenia tego dnia na plaży.


 My postanowiliśmy przyłączyć się do tradycyjnego australijskiego świątecznego obiadu, czyli grilla.

 Byliśmy świadkami wielu rozrywek, w tym również chodzenia po linie.

Zrobiliśmy sobie kilka świątecznych zdjęć :)






Tutaj różnice pomiędzy polskimi, a australijskimi świętami są bardziej widoczne. Wynikają one głównie z różnic klimatycznych. No bo przecież, gdyby w Polsce podczas Bożego Narodzenia było 30 stopni, a plaże byłyby tak łatwo dostępne, to czy spędzalibyśmy ten dzień inaczej?

Drugi dzień świąt to w Australii Boxing Day, czyli w wolnym tłumaczeniu dzień pudełkowy. 
Nazwa święta wywodzi się od tradycyjnego, datującego się od średniowiecza zwyczaju darowania służbie lub biednym podarunków zapakowanych w pudełka (ang. box). Istnieje wiele tradycji ludowych wyjaśniających powstanie tego zwyczaju. Większość z nich wiąże się z rozdawaniem prezentów, pieniędzy czy jedzenia zapakowanych w pudełka.
 Tak tłumaczona jest nazwa tego dnia. A w praktyce Boxing Day jest dniem największych wyprzedaży i centra handlowe są wprost oblegane przez ludzi. My jednak ten dzień spędziliśmy w ZOO (razem z nami było tam kilkudziesięciu pracowników, kilkaset zwierząt i 14 tysięcy ludzi).
Po tygodniu nadszedł sylwester, czyli jeden z najpiękniejszych dni w roku w Sydney. Rano udaliśmy się na plażę Manly, w celu wypróbowania paddleboardingu i to był pomysł Lidki. Niestety, byliśmy na miejscu dopiero na pół godziny przed zamknięciem wypożyczali, dlatego nie mamy żadnych zdjęć. W dużym skrócie paddleboard to ogromna deska surfingowa i wiosło. Trzeba stanąć na desce i wiosłować. Ot, cała filozofia. No może jeszcze warto wspomnieć, że sztuką jest utrzymanie się przy większych falach (albo w ogóle ustać na desce - przyp. Lidka) Na szczęście w ubiegłym tygodniu spędziliśmy więcej czasu na paddleboardzie (czyli wiosłodesce) i możemy pokazać, jak to wygląda :)
Tutaj Wojtek wygląda jak wenecki gondolier :)
Na pewno jeszcze nie raz pójdziemy na wiosłodeski!
Po sportowej częśći dnia, poszliśmy odpocząć na skałki z Mikołajem i Malwiną. 
 No i co takiego ciekawego można robić w sylwestra w Sydney... Hmm... No dobra, pamiętamy, jak jeszcze będąc w Polsce, o 14 w sylwestra widzieliśmy w telewizji reportaże z fajerwerków w Sydney, opatrzone komentarzem, że w Sydney Australijczycy powitali już nowy rok. Ujrzenie Noworocznych fajerwerków w Sydnejowie było marzeniem Lidki. Ale po naszym aktywnie spędzonym dniu, po powrocie do domu, dopadła nas drzemka. Nastawiliśmy budziki na godzinę 22, żeby postanowić wtedy co dalej. I tutaj trzeba przyznać, że czasami to mamy ogromne szczęście. Otóż w Sydney, wielu ludzi od rana koczuje przy zatoce, aby zająć sobie dobre miejsce z widokiem na operę. My przybyliśmy na wybrane miejsce chwilę przed godziną 23 i mieliśmy rewelacyjną miejscówkę na skale, skąd nic nie było w stanie zakłócić nam widoku na most, operę i miasto., Wszyscy z niecierpliwością spoglądali przed siebie i wyczekiwali odliczania do Nowego Roku. Widok na centrum Sydney, na chwilę przed fajerwerkami i samo oczekiwanie na nie, to było ekscytujące przeżycie :)

I zaczęło się!
 Fajerwerki odbijały się w wodzie, co sprawiało, że nagle w środku nocy było bardzo jasno.
 A tutaj kilka ujęć Harbour Bridge.











Teraz ciekawostka na temat fajerwerków w Sydney. Bo wielu z Was pisało nam, że takie fajerwerki to musi być dramat dla zwierząt. No i jest, bo każdy kto ma psa, czy kota wie, jakim problemem jest sylwester. Ale w Sydney fajerwerki są zapewniane tylko i wyłacznie przez miasto, co oznacza, że przeciętny kowalski nie może kupić fajerwerków w sklepie. Dlatego też sylwestrowe fajerwerki w Sydney to 13 minut pokazu, a nie strzelanie już na 3 dni przed i 3 dni po sylwestrze. Jest to całkiem dobre rozwiązanie, ponieważ okres sylwestrowy nie dostarcza szpitalom pacjentów poturbowanych przez petardy. Z dwojga złego, wydaje nam się, że dla zwierząt mniej inwazyjny jest 13 minutowy pokaz sztucznych ogni, niż tydzień strzelania czym i gdzie popadnie.




 Nie da się ukryć, że fajerwerki zrobiły na nas ogromne wrażenie!






 A kiedy po 13 minutach pokaz zakończył się... obdzwoniliśmy nasze rodziny i przyjaciół i skierowaliśmy się w stronę domu. Po drodze życzyliśmy reniferowi szczęśliwego nowego roku!
 A potem grzecznie poszliśmy spać, bo kiedy w jednej części świata pije się szampana, w innej zaczyna się kolejny dzień pracy.

Pozdrawiamy
Lidka & Wojtek

0 komentarze:

Prześlij komentarz