Po niespełna półtora roku w Australii... jedziemy do Polski! Ale nudno nie będzie, obiecujemy!
Od samego przyjazdu do Sydney wiedzieliśmy, że w drogę powrotną do Polski udamy się na około... Dziś możemy już przedstawić Wam nasze plany. Otóż jutro zaczynamy naszą wielką podróż, która zajmie nam 12 (tak, DWANAŚCIE) tygodni. Zaczynamy od objechania Australii samochodem. Ale nie zamierzamy samochodu wynajmować, tylko skorzystać z tańszej wersji, czyli relokacji. Otóż sprawa wygląda tak, że odległości między miastami Australii bywają kosmicznie duże. Dla przykładu Sydney i Perth dzieli 4 tysiące kilometrów. W związku z tym wielu ludzi decyduje się na wynajęcie samochodu w miejscu A i odstawienie go w miejscu B, często właśnie oddalonym o tysiące kilometrów. Później ktoś musi taki samochód odstawić z powrotem do miejsca A - i to właśnie będziemy my. Taki sposób podróżowania jest nieco ryzykowny - nigdy nie wiadomo, jaka trasa będzie dostępna, ale za to niesamowicie tani - 1$/dzień to naprawdę kusząca propozycja. Udało nam się zarezerwować już pierwszy samochód na trasę Melbourne - Cairns, na 12 dni, zaczynając od najbliższego wtorku.
Do pokonania mamy ponad 5 tysięcy kilometrów, a po drodze wiele atrakcji, ale przede wszystkim Uluru, czyli świętą skałę Aborygenów, usytuowaną po środku niczego i tysiące kilometrów jazdy przez pustynię. dodatkowa, a w zasadzie jedna z największych atrakcji, to... CIEPŁO. Musicie wiedzieć, że aktualnie w Sydney jest środek zimy i jest naprawdę zimno. Na zewnątrz da się przeżyć, ale nieogrzewane mieszkania dają nam w kość, dlatego w Cairns zamierzamy się porządnie wygrzać. Z Cairns planujemy jechać do Darwin, a następnie przez Broome, Exmouth aż do Perth, czyli kolejne tysiące kilometrów w podróży.
Jednak cała nasza podróż zależy od dostępności samochodów, dlatego damy się ponieść przygodzie. Ale jedno jest pewne - do 15 sierpnia musimy się znaleźć w Perth, ponieważ stamtąd mamy lot do Malezji. Po sześciu tygodniach eksplorowania Australii wyruszymy do Azji Południowej, gdzie spędzimy kolejnych sześć tygodni w Malezji, Laosie, Birmie i Tajlandii (i w zależności od czasu być może również Kambodży), aby następnie z Bangkoku polecieć do Berlina, a stamtąd 19 września już do domu.
Naszą podróż planujemy już od kilku tygodni. Wyprowadziliśmy się już z naszego mieszkania i od kilku dni, korzystając z uprzejmości Oli, okupujemy jej podłogę w salonie. Spakowaliśmy do plecaków tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a reszta jutro wypływa paczką do Polski. Co do spraw praktycznych - zakupiliśmy większy namiot, czym zwiększyliśmy komfort podróżowania o jakieś 100000%. Aby zwiększyć szansę na kawę na środku pustyni, kupiliśmy również mini kuchenkę gazową - i tutaj komfort podróży znów wzrasta. Z wiedzy teoretycznej - wiemy, jak się obronić przed pająkami/wężami/krokodylami i wściekłymi koalami, więc nie damy się zjeść.
Niestety z racji ograniczonego bagażu i jeszcze bardziej ograniczonego dostępu do internetu podczas podróży, istnieje znikoma szansa na relacje na blogu, zanim wrócimy do Polski. Jednakże, będziemy się starać jak najczęściej dawać znać co tam u nas słychać.
Pozdrawiamy!
Lidka & Wojtek



0 komentarze:
Prześlij komentarz