Po nocy spędzonej w aucie zaparkowanym na skarpie, z butem włożonym pod hamulec ręczny (nożny), nareszcie dojechaliśmy do Kaikoury!
A co ciekawego chcieliśmy tam zobaczyć?
Tutaj warto przytoczyć cytat z notatniczka, w którym zbieraliśmy informacje na temat Nowej Zelandii jeszcze przed naszymi wakacjami.
Kaikoura - foki, mnóstwo fok, foki na parkingach.Przed naszą wycieczką Lidka przeczytała chyba wszystkie blogi ludzi podróżujących po Nowej Zelandii. Nie da się ukryć, że "foki na parkingach" to informacja, której autentyczność zamierzaliśmy sprawdzić. Ale po naszych pierwszych wakacjach nauczyliśmy się, że polowanie na kazuary nie zawsze kończy się sukcesem, za to dziobaki to można spotkać. Czyli wyszliśmy z założenia, że nie zdziwimy się, jeśli żadnych fok nie będzie. I tak musieliśmy przedostać się do Picton (skąd później mieliśmy prom na północną wyspę), a Kaikoura była po drodze. A poza tym... mieliśmy naprawdę ciężką noc. Spaliśmy tylko 4 godziny, bo bardzo wcześnie rano obudziły nas tiry pędzące kilkanaście metrów od naszego samochodu, zaparkowanego na skarpie. Nie wiedzieliśmy, że będzie aż tak ciężko o nocleg. Gdybyśmy wcześniej doczytali w jakimś przewodniku/blogu, że w niektórych stanach praktycznie obowiązuje zakaz spania na dziko, przed wyjazdem przygotowalibyśmy mapkę z miejscami do spania. A tak - nie pozostało nam nic innego, jak spontaniczne noclegowanie ;) No i trochę byliśmy już zmęczeni tym, że kolejny raz spędziliśmy pół nocy na poszukiwaniu kawałka parkingu, żeby się przespać. Ale jak wakacje, to wakacje. Zaplanowaliśmy Kaikourę, więc nie było na co czekać. Postanowiliśmy po drodze kupić kawę i coś na śniadanie i sprawdzić, jak to jest z tymi fokami.
Na dzień dobry kilka pięknych widoczków.
Dojechaliśmy do wschodniego wybrzeża.
Niestety nasze informacje na temat fok w Kaikourze kończyły się na tym, że... foki są. Zaczęliśmy więc od kawy i zasięgnięcia informacji w internecie. Google podpowiedział nam, że możemy szukać fok na punkcie widokowym Kean. Jeśli kiedyś ktoś z naszych czytelników będzie szukał fok, dołączamy mapkę.
Zaczęło się całkiem nieźle. Znak drogowy "uwaga foki" jest jeszcze zabawniejszy niż te z kangurami, koalami i wombatami. No bo co ma robić foka na ulicy?
Leżeć?Odpoczywać?
Wojtek strasznie chciał mieć zdjęcie z foką, ale foki to w końcu drapieżniki. Najpierw wybadanie terenu..
... niepewnie do przodu ...
... czy ona żyje?...
... uff, tylko śpi. Też sobie odpocznę.
I jeszcze jedna :)Nie da się ukryć, że foki z rana miały tyle samo energii, co my...
Chwila grozy nadeszła, gdy nasze urocze 200kg się na chwilę przebudziło.
Ale ta chwila nie trwała zbyt długo i Lidka również mogła poczuć, jak to jest prowadzić foczy tryb życia :)
Ale, żeby nie było, że foki są leniwe i nic nie robią, pokażemy Wam trochę foczej aktywności! Ale nie za dużo... :)I jeszcze jedna próba! Bliżej się nie udało, foka zaczynała szczerzyć kły, a my nie chcieliśmy jej denerwować.
Więc sprawdziła się informacja z notatniczka, że foki wyłażą na parking. Nikt jednak nigdzie nie pisze, że foki pachną, a w zasadzie śmierdzą, stęchłą rybą :) Ale idźmy dalej. Dwie zbłąkane foczki to trochę za mało żeby nazwać je kolonią. Poszliśmy szukać dalej.
Na skałkach leży kolejna!
I jedna malutka :)
Miały być foki i są foki!!!
Chyba poprzedniego wieczoru była impreza...
Nie da się ukryć, że obserwowanie dzikich fok to naprawdę niezła frajda. W naszym nieszczęściu niewyspania, szczęściem jednak było, że do Kaikoury dotarliśmy tak wcześnie rano. Otóż nasze foki zaczęły się budzić i mogliśmy obserwować poranną toaletę, czyli pluskanie się w wodzie i ocieranie o skałki :)
Mieliśmy duże szczęście, bo jeden z większych osobników postanowił się popluskać w wodzie.
Ale droga do wody nie należy do najłatwiejszych, gdy waży się 200 kg...
Stąd Pan Foka musiał kilka razy przystanąć.
I nareszcie udało się! Swoją drogą to niesamowite, że foki, które w wodzie są szybkie, zwinne, zwrotne, na lądzie są tak powolne i nieporadne...
Otóż foki upodobały sobie to miejsce już bardzo dawno temu, zanim przybyli tu ludzie i rozpoczęli kolonizację wschodniego wybrzeża. Wraz z rozwojem turystyki postanowiono wybudować w tym znanym punkcie widokowym parking. Niestety, fokom niezbyt spodobały się odgłosy koparek i innych maszyn budowlanych, więc się stamtąd się wyniosły. Dopiero wiele lat po zakończeniu prac postanowiły wrócić na "stare śmieci", nie przejmując się specjalnie nowym "wystrojem" ich terenu. Do tego stopnia, że jeżdżenie po tej trasie wieczorem jest niebezpieczne, zarówno dla ludzi jak i fok. Jako, że lubią one poleżeć sobie w ciepełku, idealnym miejscem na wieczorne wylegiwanie się jest właśnie rozgrzany asfalt na parkingu i drodze dojazdowej. I to właśnie z tego powodu wzdłuż drogi ustawionych jest kilka znaków "uwaga foki".
Po obejrzeniu foczych futer, postanowiliśmy ruszać dalej. Po drodze zatrzymaliśmy się na drugie śniadanie. W Nowej Zelandii, podobnie jak w Australii, niczym nadzwyczajnym nie są dystrybutory z wodą do picia. Ten w Kaikourze chyba jasno obrazuje, co jest chlubą miasteczka :)
Nie mieliśmy czasu na to, żeby jeszcze zwiedzać północną część wyspy południowej, więc postanowiliśmy kupić bilety na prom na godzinę 18:00. No nic, jedziemy na północ i zobaczymy, może coś ciekawego znajdziemy po drodze. Może jeszcze jakieś foki??
Udało nam się znaleźć informacje o jeszcze jednej kolonii fok, podobno większej. No to sprawdzimy. Problem polegał na tym, że opis lokalizacji był beznadziejny... w związku z czym dopiero po 50 kilometrach zorientowaliśmy się, że musieliśmy to miejsce przejechać. Wojtkowi już nie chciało się wracać, ale Lidka postawiła na swoim. Kolejna mapka z dokładnym miejscem:
Jadąc od strony Kaikoury na północ, po 26 kilometrach, po lewej stronie jest parking z tabliczką, opisującą szlak na wodospad. Natomiast po prawej stronie są skały...
Skały jak skały, ale gdy podejdzie się bliżej można zobaczyć coś ciekawego. Co widziała Lidka?
Co widział Wojtek?
Z tymi fokami to w ogóle jest śmieszna sprawa. Bo jak tylko przyszliśmy, to wszystkie nas obserwowały i próbowały wybadać, czego chcemy. A jak już się przyzwyczaiły do naszej obecności, to zaczęły nas ignorować i wróciły do swoich ciekawych foczych zajęć.
Czyli odpoczywania, rzecz jasna.Dziesiątki fok! Szkoda tylko, że foki są koloru skał i nie możecie zobaczyć ich wszystkich...
A teraz zagadka: ile fok widzisz na zdjęciu?
Ale najfajniejsze było to, że jak foki już przyzwyczaiły się do nas, zza skał zaczęły wychodzić małe :)
Z fokami spędziliśmy około godziny, po prostu siedząc i obserwując je. To naprawdę niesamowite doświadczenie, móc oglądać życie fok na wolności. No bo to w końcu są dzikie zwierzęta, a w dodatku drapieżniki. Nie zamierzaliśmy więc im przeszkadzać, usiedliśmy sobie z dala od naszych zwierzaków i szczerze mówiąc, moglibyśmy tak siedzieć całymi godzinami. Ale niestety musieliśmy jechać dalej. Zanim jednak wsiedliśmy do samochodu, poszliśmy zobaczyć wodospad, który znajdował się po drugiej stronie drogi. Co ciekawe, w kwietniu właśnie przy tym wodospadzie bawią się małe foczki! My byliśmy trochę za wcześnie, ale wodospad i tak robił wrażenie :)
A tak to właśnie wygląda w kwietniu (zdjęcie z internetu):Ta mała skrzyneczka to skarbonka, do której można wrzucić pieniążka, żeby pomóc w utrzymaniu kolonii fok, którą mieliśmy przyjemność obserwować. Lidka, jak zawsze czuła na takie akcje, zostawiła swoje drobniaki :)
Podsumowując naszą foczą przygodę... było super!!!! Widzieliśmy dziesiątki fok! Jedne z bliska, inne z daleka. Udało nam się poobserwować focze życie i było to naprawdę ekscytujące przeżycie. Ale niewiele brakowało, a nie mielibyśmy takiej okazji...
Jak tylko rozeszła się informacja kapitana Cooka o stadach fok u brzegów Nowej Zelandii, szybko pojawili się myśliwi, którzy dla futer wybili ssaki niemal zupełnie. Dziś focze futra wzięte pod ochronę zdobią koloniami wiele odcinków wybrzeża.To naprawdę zadziwiające, jak jedna decyzja może uchronić cały gatunek od wyginięcia na danym terenie. Całe szczęście w Nowej Zelandii ludzie w porę ogarnęli się i zakazali polowań na foki.
Po tym ekscytującym poranku ruszyliśmy w dalszą drogę.
Z drogowymi zawijasami :)
WinnicamiPo drodze zajechaliśmy na kawę do restauracji, której nazwy już nie pamiętamy... ale restauracja znajdowała się nad brzegiem morza, więc kawę postanowiliśmy wypić na plaży. Plaża była o tyle dziwna, że piasek był czarny...
a w wodzie bawiły się delfiny!! Na dowód załączamy zdjęcie!
Delfiny były na tyle daleko, że zdjęcia nie wyszły, więc musicie nam uwierzyć na słowo (pisane), że ta czarna kropka z prawej strony to delfin :)
Pogoda się znacznie poprawiła, a my wylądowaliśmy w Picton i mieliśmy jakieś 2 godziny do promu. Postanowiliśmy więc pójść coś zjeść i okazało się, że szału nie ma. 3/4 miejsc, w których chcieliśmy zjeść, była zamknięta. No nic, znaleźliśmy wreszcie otwarte fish and chips i po posiłku udaliśmy się na prom. Prom, który płynie przez Marlborough Sounds, czyli przepiękną zatokę między południową, a północną wyspą, z dziesiątkami wysp,wysepek i półwyspów, a wszystko to okraszone przepiękną nowozelandzką zielenią.
Zostawiliśmy za sobą tydzień na przepięknej południowej wyspie.
Na promie trochę wiało.
Tutaj Lidka żegna się z południową wyspą.
I tak własnie kończy się nasza przygoda z południową wyspą, dziką i bez zasięgu ale przepiękną.
Według googla, nasza uproszczona trasa zajęła nam prawie 2,5 tys. km. W rzeczywistości śmiało możemy powiedzieć, że było to około 3 tys. km niesamowitej podróży po południowej wyspie Nowej Zelandii, Za nami już tydzień naszych wakacji, a przed nami kolejny tydzień.
Rada praktyczna: przebijając się z jednej wyspy na drugą, dobrze jest sprawdzić, co opłaca się bardziej: zapłacić za przewóz samochodu promem, czy wynająć dwa osobne samochody na obie wyspy.
Wizja drzemki na promie jest bardzo kusząca, jednak najpierw sięgamy po przewodniki, żeby stworzyć chociaż zarys dalszego planu wycieczki. Nasz notatniczek podpowiada nam, gdzie szukać Hobbitów i którędy do Mordoru. Ale o tym... w następnym odcinku, którego zapowiedź zamieszczamy poniżej :)
Pozdrawiamy
L&W
PS. rozwiązanie zagadki:
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
34! A to tylko niewielki fragment foczego wybrzeża!

































0 komentarze:
Prześlij komentarz