Kto oglądał "gdzie jest Nemo" ten wie, że biedaczysko zapodział się w okolicach Sydney. Stąd też pomysł, aby go odszukać. Żeby poszukiwania miały jakikolwiek sens, musieliśmy się zaopatrzyć w sprzęty do snorkelingu, czyli "najprostszej metody obserwowania życia podwodnego".
Po uzbrojeniu się w maski i rurki (o płetwach będzie później) mogliśmy oddać się przyjemności snorklowania we wcale nie najzimniejszym oceanie. Na pierwsze poszukiwania Nemo udaliśmy się na Shelly Beach, czyli naszą piękną plażę muszelkową (tam, gdzie dawno dawno temu zaprowadziła nas Marta:).
Pierwsze nieśmiałe próby nieuduszenia się w masce i rurce...
... i foczkowanie :)
Pierwsza widziana przez nas rybka
I Wojtek, który strzela sobie podwodną fotkę:)
Wspólne podwodne zdjęcie - zakup naszej kamerki GoPro to była naprawdę dobra decyzja!
Teraz pokażemy jak wygląda podwodne życie na Shelly Beach.
Bujna roślinność...
... w której chowają się rybki.
Małe rybki w paski...
... i małe rybki bez pasków...
... i nieco większy Wojtek!
Tego zielonego stwora naprawdę było trudno sfotografować. Ale po 50 nurkowaniach Lidki udało się zrobić zdjęcie.
Były też rybki wyglądające na groźne...
... i znów trochę wodnych widoczków.
Dziwny stworek przy jeżowcach.
Były też duże grupki rybek...
.. i panterkowa rybka :)
I byli też nurkowie, którzy o mało nie przyprawili Lidki o zawał...
Widzieliśmy też muszelki na skałach.
A teraz obiecana historia płetw. Otóż jak powszechnie wiadomo, ludzkie ciało nie posiada naturalnych "wspomagaczy pływania". Nasze zestawy snorkelingowe poza maską i rurką zawierają również po dwie piękne niebieskie płetwy. W teorii proste- zakładasz na nogi i płyniesz. Ale nikt nie powiedział Lidce, że W PŁETWACH NIE PŁYWA SIĘ ŻABKĄ. W związku z tym powstało poniższe zdjęcie, które Wojtek nazywa "klasycznym przykładem dyrektorskiej żabki". No cóż..
Jak już zaopatrzyliśmy się w nasze niebieskie płetwy, to spotkaliśmy podobnego nam kolegę! Wielki, niebieski, majestatyczny jegomość, który nie uciekał, bo szczerze mówiąc, to chyba nie zrobiliśmy na nim większego wrażenia... Za to on na nas wywarł niesamowite wrażenie!
Nasz towarzyski stwór ochoczo bawił się z innymi rybkami.
I pozował nam do zdjęć :)
Patrzcie jaki wielki!
Lidka musiała zrobić sobie fotkę z takim celebrytą!
Ale celebryta bardziej był zainteresowany całowaniem kamyczka, niż pozowaniem z Lidką.
"Aaaaaa, trzeba pokazać to Buckiemu!!!" Pamiętacie naszą wycieczkę w Góry Błękitne z Michałem? Wtedy pewien pan narodowości chińskiej zgrabnie wepchnął się między Wojtka, a barierkę (jakies 20 cm miejsca). Ostatnio znaleźliśmy rybę, która na pewno przypłynęła z Chin!
I jest też meduza!!!! Ale spokojnie, nie jest zabójcza :)
Przerwa w snorklowaniu i odpoczynek na kamieniach.
I wracamy pod wodę!
Oprócz rybek i meduz spotkaliśmy też syrenki!
Znajdź rybkę.
A tutaj nasza koleżanka Aga! Aga kilka tygodni temu przyjechała do nudnej Canberry, w związku z czym postanowiliśmy jej pokazać, jak wygląda ciekawsza część Australii. Bo w Canberze nie ma oceanu, plaż i całego plażowego klimatu. Aga spędziła u nas szalony weekend, a w zaplanowanych dla niej rozrywkach znalazł się również snorkling.
Całkniem nieżli z nas animatorzy rozrywek! Jak widać na poniższym zdjęciu - Aga mówi, że zaplanowaliśmy jej spoko rozrywki!
I przezroczyste rybki.
I była też super groźna ryba, która na głowie miała postawiony kolec... więcej jej zdjęć będzie później (nie chcieliśmy ryzykować życiem).
Była też śmieszna różowo-fioletowo-zielono-czarna rybka.
I kolejny zielony stworek, z którym było naprawdę ciężko. Nie dość, że zielony, to jeszcze uciekał w krzaki, gdzie był mało widoczny...
Małe rybki i piękny podwodny świat.
A teraz ryby, które nas otoczyły... Wszystkie chciały zdjęcia!
I nurkowie też chcieli zdjęcia! (zawał nr 2)
Lidka + nurkowanie + gopro = super fotki z bliska :)
Gonitwa za zieloną rybką...
I nasza różowa dziwaczka.
Piekna z nich para - nieprawdaż?
Lidka igra z ogniem...
...kolczasty raczej nie wygląda na przyjaznego...
Zwróćcie uwagę na niebieskie wzorki.
I romantyczna część naszych przygód - kamień w kształcie serca :)
A tutaj dwa wąsate dziwaki, "chodzące" po dnie.
"Wojteeek, bo jest taka sprawa, że właśnie zrobiłam 398...399...400 zdjęć!
Po uzbrojeniu się w maski i rurki (o płetwach będzie później) mogliśmy oddać się przyjemności snorklowania we wcale nie najzimniejszym oceanie. Na pierwsze poszukiwania Nemo udaliśmy się na Shelly Beach, czyli naszą piękną plażę muszelkową (tam, gdzie dawno dawno temu zaprowadziła nas Marta:).
Pierwsze nieśmiałe próby nieuduszenia się w masce i rurce...
... i foczkowanie :)
Pierwsza widziana przez nas rybka
I Wojtek, który strzela sobie podwodną fotkę:)
Teraz pokażemy jak wygląda podwodne życie na Shelly Beach.
Bujna roślinność...
... w której chowają się rybki.
Małe rybki w paski...
... i małe rybki bez pasków...
... i nieco większy Wojtek!
Tego zielonego stwora naprawdę było trudno sfotografować. Ale po 50 nurkowaniach Lidki udało się zrobić zdjęcie.
Były też rybki wyglądające na groźne...
... i znów trochę wodnych widoczków.
Dziwny stworek przy jeżowcach.
Były też duże grupki rybek...
.. i panterkowa rybka :)
I byli też nurkowie, którzy o mało nie przyprawili Lidki o zawał...
Widzieliśmy też muszelki na skałach.
A teraz obiecana historia płetw. Otóż jak powszechnie wiadomo, ludzkie ciało nie posiada naturalnych "wspomagaczy pływania". Nasze zestawy snorkelingowe poza maską i rurką zawierają również po dwie piękne niebieskie płetwy. W teorii proste- zakładasz na nogi i płyniesz. Ale nikt nie powiedział Lidce, że W PŁETWACH NIE PŁYWA SIĘ ŻABKĄ. W związku z tym powstało poniższe zdjęcie, które Wojtek nazywa "klasycznym przykładem dyrektorskiej żabki". No cóż..
Jak już zaopatrzyliśmy się w nasze niebieskie płetwy, to spotkaliśmy podobnego nam kolegę! Wielki, niebieski, majestatyczny jegomość, który nie uciekał, bo szczerze mówiąc, to chyba nie zrobiliśmy na nim większego wrażenia... Za to on na nas wywarł niesamowite wrażenie!
Nasz towarzyski stwór ochoczo bawił się z innymi rybkami.
I pozował nam do zdjęć :)
Patrzcie jaki wielki!
Lidka musiała zrobić sobie fotkę z takim celebrytą!
Ale celebryta bardziej był zainteresowany całowaniem kamyczka, niż pozowaniem z Lidką.
"Aaaaaa, trzeba pokazać to Buckiemu!!!" Pamiętacie naszą wycieczkę w Góry Błękitne z Michałem? Wtedy pewien pan narodowości chińskiej zgrabnie wepchnął się między Wojtka, a barierkę (jakies 20 cm miejsca). Ostatnio znaleźliśmy rybę, która na pewno przypłynęła z Chin!
I jest też meduza!!!! Ale spokojnie, nie jest zabójcza :)
Przerwa w snorklowaniu i odpoczynek na kamieniach.
I wracamy pod wodę!
Oprócz rybek i meduz spotkaliśmy też syrenki!
Znajdź rybkę.
A tutaj nasza koleżanka Aga! Aga kilka tygodni temu przyjechała do nudnej Canberry, w związku z czym postanowiliśmy jej pokazać, jak wygląda ciekawsza część Australii. Bo w Canberze nie ma oceanu, plaż i całego plażowego klimatu. Aga spędziła u nas szalony weekend, a w zaplanowanych dla niej rozrywkach znalazł się również snorkling.
Całkniem nieżli z nas animatorzy rozrywek! Jak widać na poniższym zdjęciu - Aga mówi, że zaplanowaliśmy jej spoko rozrywki!
I przezroczyste rybki.
I była też super groźna ryba, która na głowie miała postawiony kolec... więcej jej zdjęć będzie później (nie chcieliśmy ryzykować życiem).
Była też śmieszna różowo-fioletowo-zielono-czarna rybka.
I kolejny zielony stworek, z którym było naprawdę ciężko. Nie dość, że zielony, to jeszcze uciekał w krzaki, gdzie był mało widoczny...
Małe rybki i piękny podwodny świat.
A teraz ryby, które nas otoczyły... Wszystkie chciały zdjęcia!
I nurkowie też chcieli zdjęcia! (zawał nr 2)
Lidka + nurkowanie + gopro = super fotki z bliska :)
Gonitwa za zieloną rybką...
I nasza różowa dziwaczka.
Piekna z nich para - nieprawdaż?
Lidka igra z ogniem...
...kolczasty raczej nie wygląda na przyjaznego...
Zwróćcie uwagę na niebieskie wzorki.
I romantyczna część naszych przygód - kamień w kształcie serca :)
A tutaj dwa wąsate dziwaki, "chodzące" po dnie.
"Wojteeek, bo jest taka sprawa, że właśnie zrobiłam 398...399...400 zdjęć!
Podsumowując, Nemo jeszcze nie został przez nas odnaleziony. Ale poszukiwanie go, to nasze nowe hobby! Kiedy tylko mamy wolne popoludnie, lecimy na plażę i oglądamy, co tam ciekawego słychać pod wodą.
Są też takie dni, że Wojtek jest w pracy, Lidka ma wolne, a niedaleko zoo jest całkiem ciekawa plaża. Można sobie tam poobserwować nie tylko rybki, ale także ptaki :)
Są też takie dni, że Wojtek jest w pracy, Lidka ma wolne, a niedaleko zoo jest całkiem ciekawa plaża. Można sobie tam poobserwować nie tylko rybki, ale także ptaki :)
Lidka ostatnio zaprzyjaźniła się z kakadu, która miała właśnie obiadek.
Snorkling to nasze drugie hobby, zaraz po spacerach w dziczy. A co się wydarzy, kiedy połączymy te dwie przyjemności? Pamiętacie plażę Wattamolla? Tak, ta w Royal National Parku! Więc plan na najbliższą sobotę już jest!
Pozdrawiamy
Lidka & Wojtek



0 komentarze:
Prześlij komentarz