Tak jak w tytule, bez pracy nie ma kołaczy, a my chcemy mieć kołaczy wiele, w związku z czym pracujemy dużo.
Od Wielkanocy do najbliższego poniedziałku w Nowej Południowej Walii trwają szkolne wakacje. Da się to zauważyć po ilości osób, odwiedzających nasze piękne Taronga ZOO. Dlatego przez ostatnie dwa tygodnie mieliśmy bardzo dużo dni pracujących, a więc mało czasu na pisanie. Dziś korzystamy z wolnego dnia, aby dać znać, co tam u nas słychać:)
Najpierw będzie o tym, co zajmuje nam większość czasu, a więc o pracy. ZOO jest naprawdę świetnym miejscem pracy. Po ciężkim dniu Lidka chodzi odwiedzać swoje ukochane wombaty, które po godzinie 16 już nie śpią. Można oglądać jak się ganiają i gryzą w zadki. A ostatnio jeden z nich próbował Lidce przybić piątkę przez szybę. One chyba już się przyzwyczaiły do tych codziennych odwiedzin :) Żeby nie wrzucać znów niewyraźnych ciemnych zdjęć przez szybę, posłużymy się zdjęciem, które ostatnio znalazłam na facebookowym profilu 'Australia.com'.
Zdjęcie przedstawia wombatka z naszego ZOO, ze swoją "mamą" - Evelyn. Lidka uważa, że wombaty są najsłodszymi stworzeniami na świecie! Marzy jej się wyściskanie tego futrzaka, dlatego... odkąd zobaczyła to zdjęcie, za każdym razem w pracy szuka wzrokiem wombaciej mamy :) Australijczycy to niezwykle sympatyczny naród, więc może Evelyn pozwoli Lidce chociaż pogłaskać wombata. Póki co, Lidka musi nacieszyć się widokiem wombatów za szybą. Niestety drzwi do zagrody wombatów są zamknięte (sprawdzała)...
A co poza wombatami... Pracujemy w ZOO, więc widujemy mnóstwo zwierząt!
Są kangury, leżące do góry brzuchem
Są kangury stojące na ścieżce
I są również kangury śpiące na drzewach:)
Jest też mnóstwo ptaków. Są ładne, ale również problematyczne. Przychodzą do restauracji w poszukiwaniu jedzenia...
Mamy kolorowe papużki, przylatujące na balkon, aby ukraść cukier
I indyki, które uwielbiają frytkiA tego pana tylko oglądamy zza szyby :)
Natomiast to małe stworzonko to possum (nie mylić z oposem). Te małe dzikie torbacze czasami pojawiają się w mało oczekiwanych momentach. Ostatnio nawet Wojtek oglądał akcję ratowniczą przy restauracji, w której pracuje Lidka. Mały przerażony possum siedział pomiędzy koszami na śmieci. Przyszła więc poważna pani z klatką i ręcznikiem, aby uratować malucha. Ale ten uciekł, kiedy tylko miał okazję:) I tyle był widziany :)
Ten przystojniak towarzyszy Lidce podczas przerw w pracy
A to nasz kumpel Karaluch, odwiedzamy go na dachu :)Tyle na temat zwierząt w pracy. Teraz co nieco na temat samej pracy.
Wojtkowi zdarza się czasami wozić także "POLSKI OGÓRKI", czyli smaczne ogóreczki w occie :)
W ubiegłym tygodniu w ZOO miała miejsce akcja wymiany zastawy stołowej. Zostaliśmy więc posiadaczami filiżanek do kawy i kieliszków do wina:)A teraz pokażemy widoczki, które oglądamy każdego dnia :)
Lidki prom właśnie płynie do portu
Jest i taksówka wodna :)
A świąteczne prezenty wcale się nie kurzą!
Tutaj zdjęcie ze specjalną dedykacją dla Tomka :) Piękna biała Vespa zaparkowana przy porcie na Taronga ZOO :)
A teraz pochwalimy się naszą okolicą!
Jak widać na załączonych zdjęciach, nasza dzielnica dopiero się buduje. W dalszym ciągu mieszkamy "na budowie" i chyba się do tego powoli przyzwyczajamy...
Jednak nasza dzielnica to nie tylko żurawie, mamy też...
Kakadu, pospolite niczym wróble w Polsce
A z bliska wyglądają tak:
Tak, są piękne. Najpierw się je słyszy, a dopiero później widzi. Niesamowicie się drą. To już nawet nie jest skrzeczenie, te ptaki wydają takie odgłosy, jakby ktoś je obdzierał ze skóry (albo piór)...
A oprócz nich są pelikany ze specjalnie wydzieloną strefą odpoczynku, nieopodal naszego domu :)
A jak spędziliśmy wolny dzień? Sprzątanie, gotowanie, zakupy...
Co do gotowania, ciekawostka jest taka, że w dalszym ciągu gotujemy za dużo. Nie, żeby nam się przelewało, po prostu wciąż nie potrafimy odmierzyć ryżu/makaronu na jeden obiad... Dzisiejsze "chilli con carne" będziemy jeść jeszcze hmm... przez kilka dni;)
Zakupy... dziś odwiedziliśmy IKEĘ w poszukiwaniu nowych garnków, gdyż teflon z naszego cudownego zakupu za 12$ po miesiącu użytkowania postanowił sobie najzwyczajniej w świecie odejść. Lidka o mało się nie rozpłakała na widok IKEI, mówiąc "o rajciu! nareszcie coś, co wygląda znajomo, nie jest do góry nogami, niczym nie zaskoczy". Wojtek natomiast cieszył się z powodu hot-dogów, którymi w Polsce zajadał się przy każdej wizycie na Bielanach. Ale niestety, 1$ za papierową bułkę z papierową parówką delikatnie mówiąc nas odstraszył.
Po zakupach gotowanie i... pieczenie naszych pierwszych babeczek!
Babeczki wyszły pyyyszne! Ale nie wiemy kiedy następny raz zrobimy sobie takie rarytaski:( Najpierw musimy zjeść garnek chilli con carne, żeby mieć w czym zrobić ciasto na muffiny...
I to by było na tyle dzisiaj. Nie byliśmy na żadnej wycieczce, ani nie widzieliśmy żadnej nowej plaży. Teraz zaczęło się prawdziwe życie. Praca, obowiązki, mniej czasu na przyjemności. Ale i tak nam się tu podoba. W dalszym ciągu jest ciepło, a w czwartek na termometrach można było zobaczyć nawet 29 stopni. Ale, pomimo ciepełka, australijskie sklepy są już gotowe na srogą zimę!Można w nich znaleźć puchowe kurtki, wełniane czapki i szaliki, ciepłe kołdry oraz farelki... No cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na te mrozy!
Co prawda już teraz niektórzy wkładają cieple ciuchy. Wojtek, jadący do pracy o 5:40 rano nie raz już spotkał ludzi ubranych w puchowe kurtki i czapki przy... 14 stopniach :)
Szkolne wakacje dobiegają końca, więc istnieje szansa, że w przyszłym tygodniu będziemy mogli się z Wami podzielić zdjęciami z jakiejś wyprawy :)
Pozdrawiamy
Lidka & Wojtek








































0 komentarze:
Prześlij komentarz